Yusef Lateef - Eastern Sounds (1961)
| Cytat |
Yusef Lateef urodził się w 1920 roku. Ten wspaniały multiinstrumentalista zasłynął jako jeden z pierwszych muzyków jazzowych flirtujących z tzw. world music, odważnie też łączył jazz z muzyką klasyczną. Etniczne klimaty na wielu jego płytach z lat 60. powodowały, że ta muzyka nosiła walor oryginalności i do dziś bardzo dobrze się ją słucha. Przy czym nie sięgał on tylko do muzyki afrykańskiej, co często czynili inni czarnoskórzy muzycy, ale także azjatyckiej. Wpływy te nie dotyczyły tylko samej muzyki, ale także instrumentarium. Niektóre nagrania na etnicznych instrumentach orientalnych brzmią naprawdę rewelacyjnie.
Jedna z najlepszych płyt w jego karierze jest Eastern Sounds. Otwierający ją The Plum Blossom, z uroczym motywem chińskiego fletu i pianina, delikatnie wdziera się za kołnierz, wywołując przyjemne dreszcze na karku. Dalej uprzejme, ale bynajmniej nie ugrzecznione kompozycje wystrzegają się głaskania pod włos. Nie wychodzą poza zasięg leniwych ramion przyswajalności. Co nie oznacza, że unikają wcale karkołomnych igraszek z percepcją słuchacza. Przewijające się przez album orientalne inkrustacje (haloo nazwa!) nie służą tylko roztaczaniu nad typowo jazzowymi formami intrygującej poświaty egzotyki, którą jakże łatwo przyćmić niedociągnięcia kompozycyjne. Dalekowschodnie formy nie stanowią niezgrabnego balastu cepeliady i kiczowatych suwenirów z odległych krajów, a raczej prowokują muzyków do wyboru jeszcze bardziej intrygujących ścieżek w obrębie ich własnej natury i kulturowej wrażliwości. Przyswajalność, która może wydać się w znacznej mierze owocem lekkostrawnego instrumentarium niestroniącego od fletów, oboju, pianina czy perkusji głaskanej pędzlem, jest daleko bardziej zakorzeniona koncepcyjnie. Najznamienitszym tego przykładem jest Love Theme from 'Spartakus'. Pod idylliczną gładkość filmowego motywu podszywają się coraz bardziej napastliwe improwizacyjnym bogactwem solówki, nie łamiąc jednak ulotnego porozumienia między pobudzającym wyobraźnię wszędobylstwem kształtów, a kojącą nerwy prostolinijnością melodii, które stanowi wszak o genialności tego albumu. –Paweł Nowotarski |